Hiszpańscy maszyniści strajkują, domagając się poprawy bezpieczeństwa po katastrofie pod Urdą. W całym kraju odwołano już ponad 300 pociągów. Pojawiają się żądania dymisji premiera i ministra transportu. Tymczasem na miejscu zderzenia trwa poszukiwanie kolejnych ofiar.
Ekipy ratownicze przez całą noc kontynuowały poszukiwania ofiar katastrofy we wrakach obu pociągów. W akcji biorą udział setki pracowników służb, wykorzystywane są drony i helikoptery. Wiele wydobytych ciał oczekuje na identyfikację. Władze uruchomiły punkty pobierania próbek DNA od członków rodzin pasażerów rozbitych pociągów.
Ustalono już dokładną liczbę pasażerów składu Iryo (tego, który w momencie zderzenia stał). Na jego pokładzie było 147 osób. 53 rannych pozostaje w szpitalach.
To najbardziej tragiczna katastrofa kolejowa od roku 2013 – i druga w tym roku (po
styczniowym zderzeniu w Adamuz, w którym zginęło 46 ludzi, a rany odniosło 152). Premier Pedro Sanchez nazwał dojście do dwóch katastrof kolejowych w tym samym roku „nieakceptowalnym” i zapowiedział wnikliwe śledztwo, eliminację wszelkich wykrytych nieprawidłowości oraz odbudowę zaufania obywateli do transportu kolejowego.
W Hiszpanii ogłoszono żałobę narodową, a większość partii politycznych (w tym dwie główne) zawiesiło prowadzenie kampanii wyborczej. W nocy, jak podaje BBC, przed siedzibą Ministerstwa Transportu zgromadziło się około 1500 Hiszpanów, którzy domagali się dymisji premiera oraz ministra. Manifestanci mieli rzucać butelkami oraz racami, na co policja zareagowała użyciem gazu łzawiącego. Nie ma informacji na temat rannych lub aresztowanych.
Związek zawodowy maszynistów SEMAF zapowiedział na dzisiaj 24-godzinny strajk w całym kraju. Nie będzie on jednak polegał na odwołaniu wszystkich pociągów, lecz tych, które wykraczają poza szkielet określony przez związek jako niezbędne minimum. Połączenia aglomeracyjne (Cercanias) mają kursować z 75% normalnej częstotliwości w godzinach szczytu i 50% przez resztę doby (w Katalonii – odpowiednio: 66% i 33%). Na tory wyjedzie też zaledwie 65% połączeń regionalnych i 73% dalekobieżnych (w tym – pociągów dużych prędkości). Według stanu na 9 rano odwołanych było 90 pociągów komercyjnych i ponad 250 kursujących w ramach służby publicznej.
Protest – choć poprawa bezpieczeństwa jest jednym z żądań organizatorów – nie był jednak reakcją na katastrofę, został bowiem zapowiedziany na długo przed nią – 16 października. Maszyniści domagają się ponadto większej liczby regulaminowych przerw w pracy, zmiany zasad rekrutacji nowego personelu, poprawy niezawodności taboru, a także wprowadzenie nowych procedur na czas ekstremalnych warunków pogodowych.
Zastrzeżenia związkowców – także z innych organizacji – budzi także jednoznaczne wskazanie przez ministra transportu winnego, którym miał być pracownik centrum sterowania na stacji Madryt Atocha. Część komentatorów upatruje praprzyczyn wczorajszej katastrofy w niedoinwestowaniu kolei i przeciążeniu jej pracowników nadmiarem obowiązków.
Do katastrofy pod Urdą na linii KDP Madryt – Barcelona doszło wczoraj około godziny 8:53. Według obecnych ustaleń po awarii systemu sterowania LZB, do której miało dojść około 8:30, na odcinku o długości 63 km nastąpiło automatyczne zatrzymanie łącznie 6 pociągów. Pracownicy centrum kontroli ruchu Adif (hiszpańskiego zarządcy infrastruktury) na stacji Madryt Atocha, które przejęło wtedy kontrolę, ok. 8:36 zezwolili maszyniście pociągu AVE na wznowienie jazdy z pełną prędkością i zignorowanie sygnału „Stój”. Właśnie ten pociąg zderzył się wkrótce potem ze stojącym wciąż Iryo. W momencie zderzenia prędkość AVE mogła przekraczać nawet 200 km/h.
Liczba 68 ofiar śmiertelnych na razie oficjalnie nie wzrosła. Prawie na pewno w kolejnych przeszukiwanych zniszczonych wagonach zostaną jednak znalezione kolejne ciała.